Przy herbacie: Jak zaczynać, żeby nie zarzynać
Od czasów Alfreda Hitchcocka wszyscy wiedzą, jak należy zaczynać film sensacyjny: na początku powinno być trzęsienie ziemi, a następnie stopniowy wzrost napięcia. Czy zasadę tę można przeszczepić na grunt pisania literatury? Innymi słowy: czy to prawda, że pierwsze zdanie powinno chwytać czytelnika za gardło (względnie inną część ciała), a może chodzi o pierwszy akapit albo pierwszą stronę? No a poza tym – jak NIE należy zaczynać?