Z romansem im do twarzy
Drodzy widzowie! Piszę, żeby wyjaśnić, na czym polega problem ekranizacji prozy Nicholasa Sparksa, mistrza ostentacyjnie romantycznych historii. Jeśli niewiele potrzebujecie do wzruszeń i nie oczekujecie oryginalności od staroświeckiego melodramatu, a raczej romantycznych rozrzewnień, to polubicie „Wciąż ją kocham” Lassego Hallströma. A jeśli nie…cóż, właśnie na tym polega fenomen Sparksa, jeśli nie – będziecie rozpaczać nad miałkością scenariusza. Weźcie to pod rozwagę. Pozdrowienia, Ewa.